Tuesday, 30 December 2008

Przebudzenie - Awakening

I znowu mamy koniec miesiąca... jak ten czas szybko leci, prawda? Nie tak dawno jeszcze głowiłyśmy się nad tematem "Są dni" a już trzeba pokazywać kolejny - tym razem jest to "Przebudzenie" - i znowu poniosła mnie wena, poniosła w dziwne nieco meandry i manowce...
Przebudzenie - moim skojarzeniem było przebudzenie "trzeciego oka" czyli cytując za Wikipedią:

Trzecie oko (znane również jako oko wewnętrzne) – koncepcja w metafizyce i ezoteryce, nawiązująca pojęcia ćakry o nazwie Adźńa - znajdującej się pomiędzy brwiami. Jest bramą prowadzącą do innych rzeczywistości i przestrzenią wyższej świadomości. W duchowości New Age trzecie oko symbolizuje stan oświecenia lub obraz stanu umysłu mający głęboko-osobiste duchowe lub parapsychologiczne znaczenie. Bywa często wiązane z wizjami religijnymi, jasnowidzeniem, prekognicją. Ludzie, którzy posiedli umiejętność posługiwania się trzecim okiem nazywani są jasnowidzami.

A topic for our December challenge was "Awakening" and when I started to think about it I had some strange ideas (well, as you see) - the main was the awaking of the "third eye" - the gate to humans' creativity, imagination, self - cognition - and also conected with precognition and fortunetelling a bit :) So - I took some butterfly paper, an old clock and I made this - a bit magical, maybe esotheric? I think it looks a bit more like a collage than a traditional layout.
No i to jest - moje motylowe trzecie oko - chyba bardziej kolaż niż scrap.


I jak widać - można być jednocześnie twórcą i tworzywem - i jest to doskonała zabawa :)
:*
edit: Informuję: TO NIE JEST DIGI - nie umiem digować ni w ząb :)

Friday, 26 December 2008

Domek dla ptaków - A little birdhouse

Domek dla ptaszków.

W zimie - normalna sprawa.
Tak, ale...
Od pierwszej chwili, kiedy znalazł się w moich rękach miałam TĘ wizję - nie jestem do końca pewna, co jest za nią bardziej odpowiedzialne - moja osobista kolorystyczna przekora, świąteczne kolory Ikei czy też może uderzająca uroda papierów Basic Grey Ambrosia, które aż krzyczą do mnie, żeby je wreszcie wykorzystać na większą skalę:)
Słowem - kiedy tylko wywiązałam się ze swoich dość licznych zobowiązań - powstał domek dla ptaszków o roboczej nazwie "Zatruty Cukierek" - czyli słodycz z lekką dawką mroku - naprawdę lekką - czai się ta potrzeba mroczności we mnie i czai, chyba w końcu to nagromadzenie mroku gdzieś się wyleje... Taka już moja natura i już!

Domek jest jednocześnie projektem związanym ze Świąteczną Tematownią na naszym blogu Craftowo, gdzie zapraszałyśmy do tworzenia nietypowych i nietradycyjnych wytworów świątecznych - po krótkiej chili namysłu okazuje się , że ta mała chałupka będzie pasowała jak ulał.
This little birdhouse was my this year's idea for a Christmas decoration - it's made in the same colours as my christmas tree and the courtains in the living room. When I got this tiny house I knew how it was going to look like in the end -I had a set of beatiful BG Ambrosia papers at home so I was so happy I could finally use them for some interesting creation:) I think it's quite nice, isn'it? (The photos get bigger when you click on them :))

Wykonanie: Mały drewniany domek (11 cm wysokości) został poddany operacji dodania nóżki przez mojego męża, po czym pomalowany czarną bejcą spirytusową. Następnie docięłam papiery z serii Basic Grey Ambroisia i nakleiłam je na boczki domku i podstawkę. Pomalowałam bejcą a następnie brokatem także maleńkie płotki drewniane, które kupiłam w sklepię rękodzielniczym. Małym dziurkaczem kólkowym (1,5 cm) wycięłam bardzo dużo kółeczek i lekko je zaginając naklejałam na daszek tworząc czerwono-rude dachówki. Owinęłam nożke domku złotą szyfonową wstążką. Dokleiłam płotek i stworzyłam małe zaspy śniegu z perłowej konturówki wymieszanej z brokatem w kleju a następnie powtykałam w ten śnieg kilka papierowych "listków" oraz koralikowe owocki dla ptaszków. Kiedy domek definitywnie wysechł wykończyłąm daszek fragmentami czarnej koronki i czarnym brokatem oraz zamocowałam parę maleńkich ptaszków wyszukanych w kwiaciarni. Całosć ma obecnie 28 cm i dumnie pręży się obok choinki:)
Tutaj zbliżenia domku i podstawki:


Miałam przy nim wiele zabawy - polecam, bo warto.
Więcej światecznych prac znajdziecie na blogu Craftowo - serdecznie polecam - i zapraszam do głosowania na najciekawszy pomysł :)
Po chwili namysłu zgłosiłąm ten domek także na blog ArtyGirlz - a co, moze sie załapie :)
There are more Christmas ideas on our Craftowo blog - take a look and choose the best one:)
This little house is also my entry to ArtyGirlz Challenge - Home Art - a Christmas Decoration :)
:*

Wednesday, 24 December 2008

Wesołych Świąt! Merry Christmas!

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia cała nasza domowa ekipa w składzie: Ja, Jędrek znany światu także jako Dziad Yago, dwa psy i dwie papugi chcemy życzyć wam:
- samych kreatywnych nocy i dni
- bogatego Mikołaja i dużym workiem scrapwo - kraftowych prezentów
- i tego co najważniejsze: zdrowia, spokoju i szczęścia, życzliwego spojrzenia na innych i na samych siebie - oraz oczywiscie - marzeń, które się spełniają, jedno po drugim i jeszcze i jeszcze...i żebyście nigdy nie przestawali marzyć - tak na dokładkę:*
We all - me, my husband, Jędrek, my 2 dogs and two parrots are here now to wish you a Merry, merry Christmas all the best for the next year and lots of creative nights and days, huge pile of presents under your Christmas trees and the most important: joy, happiness and dreams that come true:)
Hugs:)
Załącznikiem jest mój pierwszy w życiu masosolny aniołek piosenka - wynik wspólnych negocjacji domowych - w końcu młoda ekipa z młodocianym Stingiem i Bono na czele wygrała - zatem...choć może dość smutna, ale piosenka jak najbardziej Bożonarodzeniowa... ach te lata 80 :) Wspomnień czar:)

Ściskamy :)

Sunday, 21 December 2008

Świece na craftowie - decoupage candles on craftowo

Na Craftowie pojawił się właśnie ostatni przed świętami kursik - tym razem jest to ozdabianie świec metoda decoupage - dosyć proste i przyjemne zajęcie a przy tym doskonały pomysł na prezent dla bliskiej osoby nie tylko z okazji świat - bo i walentynki za pasem i wielkanoc ;P
Zapraszamy serdecznie!
There's a brand new tutorial on Craftowo - decoupage candles - easy idea for a gift for all occasions - chceck it out :)

Poza tym wiele się u mnie w domu dzieje - świątecznie i nie tylko - w sobotę byliśmy z Jędrkiem w Naszym Hobby na towrzyskim kiermaszu przedświatecznym - było wiele śmiechu i wspaniała atmosfera i - oczywiscie - nie mogłam wrócić z pustymi rękami :P W środę spotkałam się z dziewczynami w na Dziuplowej Wigilii - ściski i całusy dziewczyny jeszcze raz:* Cieszę się niezmiernie, że mogłam sie z Wami zobaczyć... :) Szczególnie wielkie całusy dla Drychy...już ona wie za co, i Wy też się wkrótce dowiecie :) Poza tym - choinka kurdupel zakupiona, wianek zakupiony, czas działać!
A! Na okrasę pokazuję coś, co moge odtajnić, bo dotarło juz do adresatki - kogoś kto podobnie ja ja uwielbia Holtzowe klimaty:) Ptaszki z oknem ćwierkały, że ponoć się spodobał... :)
Jak to mówią żabojady - Voila!

Papiery - Cosmo Cricket Fleuriste, tusz Distress, Embossing przezroczysty oraz Accents Cracle Rangera - do tego kilka ćwieków i zawieszka - i gotowe :)
I've made this notebook for one of my friends who likes tim Holtz's works as much as I - I've heard she liked it :) I've used some Cosmo Cricket papers, Accents carackle by Ranger, Distress ink, some brads, a token and some clear embossing - and that's it!
hugs :*

I jeszcze jedno - serdecznie chciałam podziękować wszystkim, którzy przyznali mi nagrody - zarówno Tworzysku jak i Craftowa - to naprawdę wiele dla mnie znaczy! Z drugiej strony kilka razy już wyróżniałam pewnie osoby, tłumaczyłam i zaznaczałam, że wszystkie blogi, które mam w belce po prawej na takie wyróżnienie zasługują, więc tym razem łańcuszek się na mnie urwie - przepraszam :* Mam nadzieję że nikt się o to nie pogniewa :*

Tuesday, 16 December 2008

Dyskretny czar PRL-u - second album :)

Rodzice postawili stopy bezpiecznie na czarnym lądzie - ulga jaką odczułam jest trudna do opisania, bo niestety w ostatniej chwili okazało się, że muszą zmienić samolot - a nawet linie lotnicze, bo opóźnienie było tak duże, że nie zdążyliby na przesiadkę w Zurichu do Johannesburga. Szczęśliwie przepisano im bilety w ostatnich minutach dotarli do bramki B29 bodajże i odlecieli w siną dal...
Wczoraj wieczorem dostałam sygnał, że dotarli cali i zdrowi do Durbanu.

Skoro tak - przyszedł czas na pokazanie drugiego albumu - tym razem znacznie pokaźniejszego, planowanego przeze mnie już od dawna, choć przyznam, że jego ostateczny kształt mnie samą zaskoczył.
Bazą są pozszywane maszyną worki do odkurzacza - bardzo podobał mi się ich kolor, idealnie moim zdaniem pasujący do starych, pamiątkowych zdjęć z przełomu lat 50-60-70, które dopiero stosunkowo niedawno trafiły w nasze ręce... zdjęcia pochodzą ze zbiorów dziadka - jest na nich zawarty kawał rodzinnej historii i ludzie, którzy dawno już odeszli lub zmienili się nie do poznania. Sami Grażyna i Wiesiek, do których trafi ten wytwór opuścili Polskę na początku lat 80-tych i zostali na stałe za granicą - większości z tych zdjęć prawdopodobnie nie pamiętają albo nawet nie mieli ich w rękach - co czyni ten albumik jeszcze cenniejszym. Sami rodzice nie bardzo chcieli go oddać, i mam przykaz zrobić drugi z podobnym zestawem zdjęć:)
Papiery to zestaw Daisy D's Beacon Hill - wspomagany stara podartą książką, kilkoma rubonsami, koronkami i guzikami - same papiery mały już tak mocne kolory, że niewiele im trzeba było do szczęścia :) Mnie osobiście nieodparcie kojarzyły się z wzorzystymi sukienkami z czasów PRLu , albo z ceratami, które kiedyś kładło się na stoły... stąd decyzja, żeby to właśnie na nich pracować:) Dodatki to trochę stempli Tima Holtza i niewielka jak na mnie ilość ćwieków i nitów. Na okładce jest stempel napisowy, który mówi o przemijaniu...idealnie pasował do sytuacji: "Czas to towarzysz, który jest z nami w takcie podróży, przypomina, aby cenić każdą chwile, gdyż ona już nigdy nie powróci. To, co zostawiamy za sobą nie jest tak ważne jak to, jak żeśmy żyli"... Grażyna i Wiesiek zostawili za sobą bardzo wiele...
This album is my gift to Grazyna nad Wiesiek, who are in SA now - they left Poland over 20 years ago and most of those pictures were left in their father's house - probably they don't remember them at all :)
Most of people here are my grandpa, grandma and my dad, aunt and uncle wehen they wrere children and teenagers. All are situated somewhere beetween 1958-1970 so ot the best times for Poland - the papers (Dasy D's Beacon Hill) remind me patterns on womens clothes at those times - or on tableclothes if you prefer. So... meet my family:)


Zapraszam zatem w podróż przez nasze rodzinne dzieje - poznajcie Alinę i Józefa, moich dziadków... Babci nigdy naprawdę nie poznałam, umarła, kiedy miałam 2 lata.
Na zdjęciu poniżej - moja babcia i jej koleżanki z jednej kamienicy na Żoliborzu - Ania i Marysia.
Ania to babcia Jędrka, mojego męża:)
Dzieciarnia podczas komunii - dwaj chłopcy na przedzie to Bogus i Krzyś, mój wujek i tata a ta mała dziewczyneczka z kokardką - to Grażynka - ich siostra.
Pamiętne zdjęcia - Wieśka, Grażyna, Jarek - każde w innym krańcu świata. Trochę już więksi - pamiątkowe zdjęcie z kucykiem:)

Grażyna i jej komunia - Bogdan i marzenia o żeglowaniu po morzach i oceanach - ostatecznie jednak został na lądzie :)
Krzysiek z kolegami na Marymoncie - i Grażyna w swoim towarzystwie :)
Wiesiek - piękne zdjęcie z dzieciństwa i oczywiście ślubne - z Grażyną :) Na okrasę dwaj wujkowie mojego męża, koledzy z kamienicy Grażyny :)

I okładka w całej krasie - i przyznam tutaj, że jestem dość zadowolona z efektu... to były dłuuugie upojne noce scrapowania :)
Pozdrawiam serdecznie i ściskam wszystkich... :*:*:* Ciekawa jestem co myślicie...
Kisses for you all :*:*:* I'm wondering what do you think about it...

Sunday, 14 December 2008

Albumik podróżny I - Little album goes to...

Ten mały albumik - harmonijka czeka jutro bardzo długa droga. Zapakowany w koperty, wciśnięty miedzy szorty, letnie sukienki, kiełbasę krakowską i mieszankę Wedlowską leci razem z moimi rodzicielami do... afryki, gdzie od lat mieszka część naszej rodziny. Więcej na ten temat opowiem przy następnym albumie, który pokażę już niebawem, a teraz tylko dodam, że to maleństwo czeka blisko 15 godzinna podróż aż w sumie trzema samolotami... w sumie powiem wam, że bardzo się o tych moich rodzicieli denerwuję, bo w obcych językach to oni potrafią co najwyżej: sory, okej, noł okej, plis i jak dobrze pójdzie heloł.
Także proszę wszystkie przyjazne dusze o trzymanie kciuków u rąk i nóg coby mi się nie zgubili gdzieś na przesiadkowym lotnisku... w gruncie rzeczy to wyprawa ich życia, więc nie chciałabym aby mieli złe wspomnienia...
This little one goest o South Africa tomorrow with my parents to visit a part of our family - at last, after so many years. Please, keep your fingers crossed for good luck - my parents don't speak any other languages but polish and they have to change the planes twice! Well... I'm a bit worried in fact!

Wszystko powiększy się po kliknięciu!
Materiały: Papiery Basic Grey Archaic, stemple Heidi Swapp, guziki, rubonsy Magnolia, kilka journalingów Tima Holtza, konturówka i kwiatki prima - nic wielkiego, robiony w wielkim pośpiechu z apapierów jakie mi zostały po olbrzymie, który w częściach pokazywałam w poprzednicm poście.
Cmokasy, pędzę teraz wspierać rodzicieli w pakowaniu :*
It's made of the same papers as the previous one, the big album which I showed in small parts - Basic Grey Archaic with some buttons, prima flowers, Heidi Swapp stamps Tim's journalings and some ribbons :)
Kisses :*

Friday, 12 December 2008

Ho ho ho...craftowo!


Na Craftowie - Święta!
Zapraszamy serdecznie do naszej nowej, Bożonarodzeniowej Tematowni - po łyk inspiracji, kilka pomysłów - a przede wszystkim do wzięcia udziału w naszym wyzwaniu na nietypowe wytwory bożnarodzeniowe :)
Ho ho ho - jak to mówią amerykańscy santaklausi :)

I'd like to invite you on Craftowo again - ther're some Christmas inspirations, some idas and a ne achallenge of course - go and find out :)

Thursday, 11 December 2008

Poniedziałkowe świecowanie :)

W poniedziałkowy wieczór miałam okazję bawić się w świece decoupage w naprawdę doborowym towarzystwie bardzo kreatywnych, przemiłych pań. Wspólnymi siłami tworzyłyśmy świeczki bożonarodzeniowe w dwóch technikach - z użyciem papieru ryżowego oraz tradycyjnego papieru do scrapbookingu. Do świec powstały także ozdobne szklane podstawki - i to wszystko podczas jednego kilkugodzinnego warsztatowego spotkania przepełnionego gwarem rozmów, zapachem ciepłej herbaty i wszędobylskich mediów do decoupage:) Choć po całym dniu pracy - biegałam dookoła stołu jak mały samochodzik, bo naprawdę nic tak mnie nie nakręca jak prowadzenie warsztatów - to ogromny zastrzyk pozytywnej energii i wary w to, że to co robię ma sens. Bardzo, bardzo dziękuję wszystkim paniom za ten kreatywny poniedziałek - w szególnosci nieocenionej Joli, która zawsze dopina wszystko na ostatni guzik:)
Do zobaczenia w Nowym Roku:)
Zdjeć nie powstało zbyt wiele....z zaaferowania nie wyjęłam nawet aparatu - na szczęście na koniec spotkania się opamiętałam i mamy choć to jedno zdjęcie pożegnalne - z pracami w rękach ;)
Here'sa photo from my decoupage candles worshops on Monday. I was a teacher to those lovely and creative ladies - for several hours we had a great time preparing christmas candles. I was totally egshausted after the classes but what can I say - nothing gives me more speed than creating and teaching in one:) Thank you for the evening, ladies - it was amazing! :*

:*

Monday, 8 December 2008

W niedoczasie... - No time...

Po pierwsze - czy wiecie, że na Craftowie był już Mikołaj? Obdarował 3 bardzo grzeczne osoby... tak tak, wyniki Blog już są!
There are Blog Candy winners on Craftowo - check it out :)

A teraz... pomarudzić muszę, bo dawno nic nie pisałam.
Chyba nikogo nie zaskoczę, kiedy powiem, że grudzień to okres permanentnego niedoczasu. U mnie dodatkowo grudzień zbiegł się z terminem wyekspediowania rodziców w podróż za Wielką Wodę a dokładnie na Czarny Ląd z dwoma albumami pamiątkowymi mojej produkcji, 3 warsztatami rękodzielniczymi w pracy i nawałem pracy papierkowo - edukacyjnej na gruncie zawodowym - słowem zapominam jak się nazywam, mam stany nieświadomości przeplatane psychozą i stanami lękowymi na tle dekoracji świątecznych i pewnego Świętego w Czerwieni...
Plan na grudzień mam więc nabity jak skarpetka cukierkami na Mikołajki.
Dzień odlotu Starszyzny zbliża się wielkimi krokami a ja jestem z robotą w lesie - to znaczy w 1/3 a nie daruję sobie, jeśli tego nie skończę, bo następna taka okazja trafi sie dopiero za lat kilka. Mama - jak to mama, która nigdy dalej niż w enerdówku nie była, przeżywa stres przedsamolotowy i koszmarne objawy reisefiber mnożąc czarne wizje i przewidywania. Ja szykuję się psychicznie na przyjęcie w dom kolejnego zwierza - tym razem jamnicy - wraz z całym zapasem smakołyków, kocyków, misek, karmy dla seniorów i proszków na serce - bo suczysko już dość leciwe jest i takowe spożywać musi, aby nie zasmarkać się na amen.
Plan grudniowy przewiduje także przetransportowanie babci na jakieś podejrzane badania, przystrojenie domu (hahaha), wizytę u fryzjera i obowiązkowe zakupy w supermarkecie za bony otrzymane w miejscu pracy – czego szczerze nie cierpię.

Nawet
Mikołajki okazały się być bardziej problematyczne niż przewidywałam... W ostatniej chwili, po warsztatach plastycznych w piątkowy wieczór wpadałam do Ikei w celu nabycia materiałów na kolejne warsztaty i w odruchu rozpaczy zakupiłam Jędrkowi wielką puszkę pierniczków imbirowych, które uwielbia miłością szczerą. W domu, osiągając szczyty chytrości, wkitrowałam je pod poduszkę - jak trzeba - w tym czasie Jedrek z Czarkiem raczyli się piwem i papryczkami chili marynowanymi (mojej roboty - piekielnie ostre). Liczyłam, że nawet będąc solidnie zmęczonym- jeśli padnie do łóżka i przygrzmoci głową w coś twardego i metalowego niespodzianka się uda - niestety. Nie doceniłam jego możliwości...
Jędrek ostatkiem sił zawlókł się do wyrka, padł na poduszkę... po czym rzucił w przestrzeń przekleństwo wymieszane z lekkim jękiem bólu, wyciągnął pierniczki i stwierdził nieprzytomnie:
- Czerwone...
Po czym zapadł w sen. Tyle było Mikołajek.
Rano zadzwoniłam do niego napomykając, że nie udała się niespodzianka i że zawiedziona jestem nieco, na co on z rozbrajającą uczciwością przyznał:
- Wiesz, jeszcze nic straconego, ja nic a nic nie pamiętam, poza tym, że wyjąłem coś z pod poduszki i położyłem na parapecie... - i tu mnie z lekka zatkało. Zatem szansa jeszcze była...:) Niewiele myśląc pognałam do łóżka i ponownie zagrzebałam puchę pierniczków w pościeli...
Co tam, niewielkie opóźnienie, ale niespodzianka będzie:)

December is not a good time for me - I really have NO TIME for anything. I have a lot of things to do - first of all finish two small albums till 15. 12 which are Christmas presents for our family in South Africa - my parents are going there there for the first time with a 1 month long visit and they are in a big stress ;) I also have in ind some Christmas decorations, some gifts... and the day is still to short:(

Na zakończenie tego przydługiego posta - kilka zdjęć albumu, który wykonałam na specjalne zamówienie pewnej przemiłej osoby, która chciała w ten sposób uczcić 80 rocznicę urodzin swojego ojca - na treść albumu składała się cała rozsiana po świecie rodzina.
Wymiary - ogromne - 27x27 cm, papiery Basic Grey Archaic oraz dodatki. Pokazuję tylko fragmenty - aby uszanować prywatność zainteresowanych.

and to finish for today - a special album, made for someone who wanted to celebrate her father's 80th birthday - it's huge (27x27 cm) and it's made of Basic Grey Archaic papers. I can only show some fragments...










:*

Tuesday, 2 December 2008

Liftowo uzależniona - Scraplift addict:)

Scrapliftowanie bardzo uzależnia - przynajmniej mnie :)
Tym razem to ja miałam wybierać pracę do liftu i choć nigdy nie zapisuję, nie gromadzę inspiracji to dosyć szybko znalazłam COŚ co sprawiło, że zamarłam, wytrzeszczyłam oczyska po czym zabrałam się do szaleńczej pracy.
Oto oryginał - jeśli nie znacie - zobaczcie koniecznie bloga tej pani : Nabon.
Moja wersja wygląda tak - zmieniłam oczywiscie kształt i niektóre detale, pojawiły się nieśmiertelne i nieodzowne zegarki, oziębiłam znacząco kolorystykę...ale chyba ciągle widać, że to ten sam scrap :) Powiększy sie znacznie po kliknięciu :)

I think I am addicted to scraplifting - but I love it:) This time it was my turn to chose the inspitation - and I've made a very quick decision - I found THIS and it made me stop breathing for a few moments...well... if you don't know this lady yet, you have to see her blog: Nabon.
(Thank you so much for your agreement to use your layout :*)
Here is my version - I've changed t a bit...maybe more than a bit...

Zabawa była niesamowita... a dziewczyny, które przejęły pałeczkę bawiły się najwyraźniej podobnie wyśmienicie jak ja - zobaczcie sami - cały łańcuszek wrzuciła Nula na bloga Inspirujemy ;)
I really had a great time - and the rest of the lifting team also! If you'd like to see the whole lifting se on Inspirujemy blog :)

Monday, 1 December 2008

Montujemy w Craftowie - scrap-mounting on Craftowo :)

I znowu ruch na Craftowie - tym razem ruszamy z nowym odcinkiem Scrap - montowni, w którym to pokazujemy już nie jeden ale dwa scrapki zrobione z fotkami przysłanymi przez Was do scrapowego laboratorium Craftowa :)
Na zachętę - wytwór rąk moich, tylko i wyłącznie na potrzeby kraftowego bloga (zdjęcie autorstwa Magdaleny) - pierwsza próba clean&simple.... ale zdradzę, że nie tylko ja zmierzyłam się z tym stylem:)
There's a scrap - mounting theme on Craftowo again - this time we've got even more - two layouts and next 5 photos to inspire you - and us! To encourage - here is my creation designed with the chosen photo especially for the Craftowo blog - my first Clean&Simple experiment...



Czekamy na kolejne zdjęcia, łamiemy sobie głowy nad kolejną porcją "problematycznych"fotek - kto gotowy? do biegu! start!